Mazury 2009




leniwą taką, że już nie pamiętam takiej dawno. miałem iść na grzyby, ale jakoś tak wyszło, że przesiedziałem cały ten piękny i ciepły dzień pod winogronem, skubiąc od czasu do czasu te fioletowe kulki znad głowy. czytałem jednym uchem jakiegoś Lema, który mi drugim natychmiast umykał, a z mojego okna na pierwszym piętrze dobiegały tęskne melodie szantowe, przypominając uciechę, że już za tydzień znów wrócę na jeziora.
i wszystko to byłoby całkiem bez znaczenia, bo i cóż to ważyć może... gdyby nie to, że czasem tak właśnie bywa... czasem się zdarzy, że jest człowiekowi tak lekko, przyjemnie... i warto mieć na to dowód... że było... kiedy znów długo nie będzie.
teraz można pokibicować biało-czerwonym.

a tu - nie tylko mnie było jak widać leniwie i przyjemnie:


oryginał i xero



2009-09-13 19:46:53






Wczoraj na wsi u nas było wielkie święto. Ludowe. Właściwie ono było tylko energetyczne, ale że tu każdy ma, lub miał, lub będzie miał w rodzinie kogoś w elektrowni, toteż lud cały świętuje przy tej okazji koncert "pożegnanie lata", a pan płaci i pani płaci, i społeczeństwo płaci... za prąd i za ludowe święto prądotwórców też.
Kiedy zawoziłem Jareckiego nad jezioro, na program specjalny dla emerytów, przez miasto do amfiteatru szły grupki, wycieczki, pielgrzymki - tłumy całe wygarniturowanych dziadków. Babcie też, ale one szwędają się zawsze, a dziadków było wyjątkowo mnóstwo. Nigdy bym nie przypuszczał, że w dwudziestotysięcznym mieście może być aż tylu emerytów, ale teraz się już nie dziwię, że tu się nigdy nic nie dzieje... miasto umiera.
Nawet Kabaret pod Wyrwigroszem nie pozwolił sobie na moherowe żarty.
Kiedy skończyła się część artystyczna dla emerytów i odwoziłem Jareckiego, przez miasto szły tym razem w stronę jeziora grupki, wycieczki, pielgrzymki - tłumy całe kolorowej młodzieży. Nigdy bym nie przypuszczał, że w dwudziestotysięcznym mieście może być aż tyle przyszłości narodu i nie wszyscy jeszcze wyjechali do Włoch, ale teraz znów się dziwię, że tu się nigdy nic nie dzieje... miasto umiera.
I budzi się tylko na koncert Sutki Buflera.

Dzisiaj w kościele pojawili się niepełnosprawni umysłowo. Nie wiem, czy to jakaś specjalna msza była, ale chorych było coś ponad trzydzieści osób i nigdy bym nie przypuszczał, że w dwudziestotysięcznym mieście może być ich aż tylu. To tak jakby na każdych sześciuset mieszkańców, wliczając w to starców i dzieci, żył sobie gdzieś wśród nas jeden chory... niewidoczny na co dzień, niewiadomy nikomu, zdany na łaskę najbliższych i bycie w swoim zamkniętym świecie.
Ale co ciekawe... kiedy widziałem ich zachowanie, ich modlitwę, gesty, śpiew... z tym nieodłącznym i niegasnącym uśmiechem charakterystycznym dla szczęśliwych, bo nieświadomych niczego ludzi... jakiś taki nieopisany żar i gorliwość, że aż serce samo staje człowiekowi w gardle... taką spontaniczność właściwą dzieciom i nie hamowaną żadnymi konwenansami... powstało we mnie takie dziwne uczucie pytające jakby...
...kto z nas tu jest rzeczywiście niepełnosprawny?

2009-09-06 23:29:40






Jestem jak motyl przesadnie zmęczony
I głowa co nieco się chybie.
Alkohol ma dobre, ale też złe strony
do wniosku dochodzę z nosem przy szybie...
zwłaszcza kiedy się kończy złe strony ma najbardziej jakby
generalnie nadużywam słowa 'jakby'... jakby też nadużywam słowa 'generalnie'... poza tym nic nie nadużywam. ja tylko doświadczam. próbuję. żartuję.
generalnie zasada jest prosta - kiedy się dmucha w poprzek otworu butelki pustej, to dźwięk jest znacznie niższy niż w przypadku butelki tylko do połowy pustej, którą nazywamy raczej do połowy pełną, ale już całkiem pustej nie możemy nazwać nie całkiem niepełną. poza tym jak butelka jest do połowy pełna, to bardziej już nie będzie. w odróżnieniu od butelki do połowy pustej, która się jeszcze może bardziej wypuścić. spustosić. zapuszczeć.
łatwiej kijek pocienkować niż go pogrubacić.
ale wróćmy do butelki. to ma chyba coś wspólnego z wysokością słupa powietrza i długością fali, czy jak tam śpiewał Rojek długością dźwięku samotności. ciśnienie się spręża, człowiek się napręża i gwiiizzzzd... cholera, znów niżej. potrzebna jest druga butelka nie całkiem niepełna, bo do rana daleko, a zrozumienie praw fizyki wymaga wielu doświadczeń oraz wyrzeczeń. czy wyrzekamy się drugiej butelki, albowiem z nosem przy szybie deszcz pada na drodze do stacji sztatojl?
wyrzekamy się wyrzekać... przyrzekać... narzekać...
Ja wam mówię: jest dobrze,
Jest dobrze, jest dobrze,
Ale nie najgorzej jest *)


Świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia

 ----------------------------------------------------------------
*) Ptaszyska: Jest dobrze - a spiewa A.Grabowski, o tu np na tubie:
http://www.youtube.com/watch?v=s8qryOoMTeo&feature=related

2009-09-04 00:21:21






Kameralne kino i Saura.
Obrazy. Krajobrazy. Ludzie. Twarze. Muzyka.
Emocje. Miłość. Nienawiść. Szaleństwo. Muzyka.
Klimat. Tęsknota. Muzyka.
Zemsta. Płacz. Ból. Muzyka.
Nadzieja. Muzyka.

PS
Nie wiem dlaczego Pan Pucybut zaczepiając mnie ze wzrokiem rzuconym na buty - a zdziwiłby się ceny - powiedział do mnie 'zapraszam pana milionera'... może prorok?
Na Starówkę idzie się niby jak wszędzie do przodu, ale jednocześnie ruchem obrotowym względem własnej osi... tak żeby niczego nie uronić z widoków.
Wraca się... szkoda że się wraca... już chłodno.

2009-09-01 23:53:58






Cudownie, cudownie, cudownie... by było gdyby nie to że:
- słońce świeciło jakby chciało na tę krainę przelać całe swoje złoto,
- zjarałem sobie czółko swoje wysokie, bo nie wziąłem czapki,
- zachody słońca są tu najpiękniejsze na świecie i niebo mieni się feerią gorących barw,
- wschody podobno też nienajgorsze, ale są zbyt wczesnie aby ktoś to potwierdził,
- wiatry wiały takie, że już kończy się yachting, a jeszcze nie jest prze..bane i to jest właśnie żeglarstwo,
- pogoda generalnie była taka, że trzeba było przedłużyć pobyt, bo jak tu wracać?,
- a przeczytałem tylko jedną książkę, bo więcej nie wziąłem: I.Allende "Niezgłębiony zamysł",
- woda była ciepła i czysta, przejrzysta... i ryby śmigały przed nosem,
- a droga mleczna nad głową w otwartym skajlajcie sprawiała wrażenie, że wystarczy tylko lekko wyciągnąć rękę, aby dostać jedną gwiazdkę z nieba... tylko gdzieś mi uciekła ta moja;(

boziu, ja chcę poznać córkę rybaka i zamieszkać nad Mamrami!;)

2009-08-27 21:45:26





xięga optymistów, www.blog.pl, krzynka listów.
archiwum:
co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr
blogi:
bike, bohomazy, dawinka, pepegi, perspe, philia, pvek, shingle, swojanka, szczebrzeszyn.
strony:
Wolter i Kandyd, Zdzisław Beksiński, Mirosław Czyżykiewicz, Edgar Allan Poe, Salvador Dali, www.poema.art.pl, salsa, teatr, koncerty, kabaret.